poniedziałek, 21 listopada 2016

Rozdział II



Luna byla tak zdenerwowana dzisiejszym dniem, że nie było rzeczy która jej by nie spadła, dosłownie wszystko co dotknie ląduje na podłodze, zestresowana dziewczyna spojrzała na zegarek było przed ósmą - Ambar mnie zabije już dawno miałam na nią czekać- biegiem Luna pobiegła do limuzyny, oczywiście gdy dotarła na miejsce Ambar musiała zacząć swoje gadanie, dziewczyna nie słuchając blondynki wsiadła do samochodu, podczas jazdy Luna wierciła się z nerwów. Udało się dotarli na czas tylko był mały problem, dziewczyna nie wiedziała gdzie iść... Podeszła do dziewczyny z długimi włosami i z okularami na pierwszy rzut oka widać było że jest miła ale czy tak była? - Cześć wiesz może gdzie jest klasa 53? A tak po za tym jestem Luna - Luna uśmiechnęła się do dziewczyny w duchu miała nadzieję że ta dziewczyna nie okaże się jak Ambar -Akurat tak się składa że też tam idę czyli będziemy razem w klasie, mam na imię Nina-  Zdziwiona Nina popatrzyła na Lunę jak ta skacze z radości, ale sama się cieszyła gdyż miała nadzieję że zaprzyjaźnią się - Luna musimy już iść bo się spóźnimy!- powiedziała dziewczyna z okularami. Ruszyły razem w stronę klasy, dziewczyny szybko złapały wspólny język mimo różnic.
                             ~*~
Po szkole Luna i Nina poszły razem do Rollera żeby odrobić razem lekcje oraz Luna była umówiona z Simonem - Nina, ten poziom jest dla mnie za wysoki-  powiedziała załamana dziewczyna, w Cancún poziom był niższy niż ten, Luna miała cichą nadzieję ze Nina jej pomoże gdyż zauważyła że jest inteligentna - spokojnie Luna pomogę Ci w lekcjach ale uprzedzam uczyć to ja nie umiem- zaśmiały się dziewczyny, znają się jeden dzień ale szybkko się zaprzyjaźniły, jakby znały się od dziecka.
Gdy Dotarły na miejsce uzgodniły że Luna najpierw spróbuje dostać pracę w Jam&Roller, a potem wezmą się za naukę.
- Simon jestem gotowa.
 - To dobrze Tamara jest już na torze to jest nasza szefowa idź tam już a ja za chwilę przyjdę - gdy dziewczyna odchodziła usłyszała jak ktoś woła jej imię tym kimś okazał się Matteo -gdzie się tak spieszy- uśmiechnął się do niej, Luna odwzajemniła uśmiech -Idę na tor, staram się o pracę na torze...- Luna chciała coś jeszcze dodać gdy nagle usłyszała głos którego nie chciała usłyszeć - Matteo kochanie tu jesteś, z kim tak rozmawiasz... Co ty tu robisz?- Ambar się zdenerwowała, ponieważ nie dość że mieszka w jej dom, chodzą do tej samej szkoły oraz pojawia się tu i rozmawia z jej chłopakiem, fakt rozmowa nic nie szkodzi ale Ambar jest zazdrosna o swojego chłopaka - Staram się o pracę w Rollerze Ambar.. to ja już pójdę- Luna odeszła trochę zawiedziona. Ale dlaczego? Może dlatego że Matteo zadaje się z Ambar...
                            ~*~
- Dobrze pojechałaś! Tak się cieszę że Ci się udało!- Nina była szczęśliwa że jej przyjaciółka dostała pracę zauważyła już jak Luna kocha jeździć na wrotkach. Dziewczyna zastanawiała się co by było gdyby wszystko inaczej się dotyczyło jest tu dopiero  drugi dzień, ale przywiązała się do Buenos Aires, ma przyjaciółkę Ninę zaprzyjaźniła się także z Simonem  nie licząc innych z którymi ma dobry kontakt : Nico, Pedro, Jim, Tamara oraz Yam i chyba Matteo?- Luna! Ty mnie w ogóle słuchasz! - Luna szybko się obudziła,
- Tak pewnie!
- To jaki ma być wynik?
- 36- odpowiedziała dumnie dziewczyna chociaż wiedziała że wynik jest zły ale przynajmniej uwierzy- ta.. pytałam czy planujesz się zapisać na konkurs wrotkarski, tak mnie niby słuchasz- zaśmiała się Nina na co Luna wraz z udała obrażoną minę.
-nie mam z kim, a ty?
- po pierwsze możesz z Simonem a po drugie przecież wiesz że nie umiem jeździć- Luna zaczęła się zastanawiać może się zgodzi i spełnieni swoje marzenia, ale może odmówić i wszystko przepadnie..
Simon podszedł do dziewcząt, żeby przynieść napoje-
 Simon wystartujesz ze mną w konkursie
-  chcemy się z chłopakami skupić na zespole, ale mogę z tobą wystartować ..
                           ~*~
- i kiedy zaczynasz próby z Ambar? Matteo! Ty mnie słuchasz?- Matteo wraz ze swoim przyjacielem Gastonem rozmawiali gdy nagle zauważył jak szczęśliwa Luna przytula Simona. Trochę przykro mu się zrobiło, ale nie rozumiał dlaczego przecież jest z Ambar, Lunę dopiero co poznał.. Luna to jest ten problem, dziewczyna była inna od Ambar, nie wie dlaczego zainteresował się nią- Zamyśliłem się Gaston..- Chłopak z przyjacielem podszedł do dziewczyn które siedziały i się uczyły przy których przed chwilą stał Simon- cześć dziewczyny, Luna chcę Ci przedstawić mojego przyjaciela Gastona- uśmiechnął się szeroko do Luny pokazał w geście żeby się przywitali
- Miło mi cię poznać, gdzie jest twoja gwiazdunia Matteo?- zdziwieni chłopacy popatrzyli na siebie, o jak ą gwiazdunię jej chodziło? Nie rozumiał co jej chodzi po tej głowie - Lunie chodziło o Ambar- podpowiedziała chłopakom Nina, ponieważ zauważyła że Matteo nie wiedział o co chodzi Lubię.
- Aktualnie nie wiem gdzie jest Ambar, a co zazdrosna?
- Pff.. Królu Pawiu to że się pytam nie oznacza że jestem zazdrosna- odpowiedziala dumnie Luna, nagle Gaston wybuchł śmiechem, nikt nie wiedział o chodzi
- Król Paw ! Nie wierzę Matteo to król Paw! - i wszystko nagle stało się jasne dziewczyny same z tego wszystkiego zaczęły się śmiać a Matteo tylko pokiwał głową z głupoty swojego przyjaciela.
Nagle zauważyli jak przychodzi Ambar wraz ze swoją świtą, więc szybko poszli gdzie indziej. Chłopak wiedział że Ambar może się przyczepić Luny że on z nią rozmawia nie chciał żeby dziewczyna miała problemy przez niego.
- To opowiadaj jak zostałeś królem pawiem?- zaśmiał się Gaston, Matteo wiedział że od tej chwili jego przyjaciel będzie się z niego śmiał
- Kochanie  o co chodzi?- chłopacy wymienili spojrzeniami. Ambar. Jeżeli powie prawdę będzie Luna miała problem
- chodzi o psa! Mój psa nazywa się król Paw- Matteo powiedział pierwsze co mu przyszło do głowy, Gaston tylko przytaknął. Ambar popatrzyła Zdziwiona na Matteo - przecież ty nie masz psa-
- Tak wiem kochanie ale planuje kupić psa
- Dobrze ja Idę do dziewczyn pa Kochanie- Ambar pocałowała Matteo w policzek i odeszła Gaston poczekał chwilę aż dziewczyna odejdzie po czym spytał- co teraz planujesz zrobić, jak Ambar się dowie..
- nie dowie się a teraz muszę iść kupić psa.... Wyobrażam sobie minę rodziców.
                          ~*~


Cześć wam :) dziękuję za komentarze, rozdział starałam się napisać długi,  ale wyszło krócej niż myślałam :/, mam nadzieję że rozdział się spodobał  :)
           

piątek, 18 listopada 2016

Rozdział I



Luna Valente, szesnastoletnia dziewczyna rozpoczęła nowy etap w życiu. Właśnie stoi w nowym domu, o ile można nazwać domem willę. Jej rodzice dostali prace u Sharon Benson, Monica mama Luny pracuje jako kucharka a jej tata -Miguel zajmuje się dokumentami
-Luna wszystko w porządku?-
Matka dziewczyny zaniepokoiła się zachowaniem swojej adopcyjnej córki.. -poprostu kojarzę skądś ten dom..- Luna  została adoptowana w wieku czterech lat, jej imię pochodzi od jej wisiorka w kształcie księżyca ponieważ gdy pojawiła się u nich miała tylko ten wisiorek. Rodzice Luny nigdy nie ukrywali przed nią że nie jest ich rodzoną córką, wiedzieli że tak będzie lepiej, natomiast ona była poprostu szczęśliwa że trafiła do nich.
- Państwa córka od jutra zaczyna szkołę w Black South College, chodzi tam także moja chrzestnica Ambar..- gdy Sharon to powiedziała, Luna nie była zbytnio zadowolona gdyż nie za bardzo miały przyjemne spotkanie..- Amando zaprowadź ich do pokoju, niech się rozpakują.-
~*~

Biel. To nie był Luny ulubiony kolor wolała różowy, fioletowy lub żółty. Niestety pokój dziewczyny były koloru białego - na szczęście mogę tu zrobić mały remont- pomyślała na głos, spojrzała na zegarek była... Piętnasta więc postanowiła trochę zwiedzić Buenos Aires - Mamo wychodzę!- krzyknęła Luna wzięła telefon i oczywiście wrotki. Wrotki to przy nich Luna zapomniała o wszystkim czuła się wolna, kochała jeździć to była jej pasja.
Luna zwiedzala widoki zapomniała o tym wszystkim co się wydarzyło w tym tygodniu, jak zostawiła przyjaciół, jak zostawiła Meksyk  i to że będzie musiała się użerać z Ambar. Pogrążona w myślach dziewczyna wpadła na kogoś
- naucz się najpierw jeździć dziewczynko!
- ja mam się nauczyć! To ty we mnie w jechałeś!
- o przepraszam panią nie chciałem- powiedział sarkastycznie chłopak- Jak szanowna Pani ma na imię? Chyba nie mieszkasz tu długo
- Luna. Dopiero co się wprowadziłam. A jak ty masz na imię?

                              ~*~
Cześć wam! Pierwszy rozdział z głowy i jak się wam podoba? Dziękuję za komentarze w prologu :) mam nadzieje że teraz też napiszecie gdyż fakt faktem jest tylko 1 ale mnie zmotwował dziękuję wam:)

środa, 16 listopada 2016

~Prólogo~


Dwie 4 letnie dziewczynki huśtały się w ogrodzie były najlepszymi przyjaciółkami znały się praktycznie...od urodzenia.
- kochanie idziemy już do domku tata na nas czeka- mała brązowooka dziewczynka wolała zostać ze swoją przyjaciółką i się bawić dalej, mimo tak młodego wieku były bardzo zżyte ze sobą - Mamuś a moze Sol z psyjść do nas? Plooose - zielone oczy Sol tylko zaświeciły się. Lily - matka Sol się tylko zaśmiała, wiedziała że szybko nie odpuści to nie leżało w naturze Sol, ona była zawsze bardzo uparta. 
- Sol dzisiaj przyjeżdża Ciocia Sharon- dziewczynka posmutniala, ale z drugiej strony się bardzo cieszyła gdyż lubiła Sharon, to on podarowała jej naszyjnik który zawsze ma założony - księżyc i słońce
                           ~*~
-Mamuś cemu u Sol jest ogien i tyle celwonych aut?- matka dziewczynki przeraziła się zaprowadziła szybko córkę do domu i zostawiła ją pod opieką jej ojca, a sama tam wróciła. W oddali zobaczyła Sharon,- siostrę Lily, szybko tam podbiegła, musiała wiedzieć czy oni przeżyli, czy jej przyjaciółka z mężem i z córeczką wyszli z tego cało.
-Sharon czy...
- Nikt nie przeżył... Moja siostra i jej mąż nie żyją tak jak Sol...
                                 ~*~



Cześć otóż to jest mój pierwszy blog do tego o soy Lunie
 mam nadzieję że się wam spodoba dziękuję odrazu za komentarze oraz za czytanie :)