środa, 16 listopada 2016

~Prólogo~


Dwie 4 letnie dziewczynki huśtały się w ogrodzie były najlepszymi przyjaciółkami znały się praktycznie...od urodzenia.
- kochanie idziemy już do domku tata na nas czeka- mała brązowooka dziewczynka wolała zostać ze swoją przyjaciółką i się bawić dalej, mimo tak młodego wieku były bardzo zżyte ze sobą - Mamuś a moze Sol z psyjść do nas? Plooose - zielone oczy Sol tylko zaświeciły się. Lily - matka Sol się tylko zaśmiała, wiedziała że szybko nie odpuści to nie leżało w naturze Sol, ona była zawsze bardzo uparta. 
- Sol dzisiaj przyjeżdża Ciocia Sharon- dziewczynka posmutniala, ale z drugiej strony się bardzo cieszyła gdyż lubiła Sharon, to on podarowała jej naszyjnik który zawsze ma założony - księżyc i słońce
                           ~*~
-Mamuś cemu u Sol jest ogien i tyle celwonych aut?- matka dziewczynki przeraziła się zaprowadziła szybko córkę do domu i zostawiła ją pod opieką jej ojca, a sama tam wróciła. W oddali zobaczyła Sharon,- siostrę Lily, szybko tam podbiegła, musiała wiedzieć czy oni przeżyli, czy jej przyjaciółka z mężem i z córeczką wyszli z tego cało.
-Sharon czy...
- Nikt nie przeżył... Moja siostra i jej mąż nie żyją tak jak Sol...
                                 ~*~



Cześć otóż to jest mój pierwszy blog do tego o soy Lunie
 mam nadzieję że się wam spodoba dziękuję odrazu za komentarze oraz za czytanie :)

2 komentarze:

  1. Noo całkiem fajnie się zapowiada :D
    Czekam na rozdział :)
    Pozdrawiam, Marlene <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapowiada się ciekawie...
    Lecę czytać dalej..

    OdpowiedzUsuń